| |
|
|
Zima w mieście...
autor: Katarzyna Rychalska
Wierny czytelnik „Agrafki” zapewne pamięta mój
ubiegłoroczny entuzjazm związany z akcją „ Zima w mieście 2005”. Nikogo zatem
nie zdziwi fakt, że i podczas tych ferii odrzuciłam rozliczne propozycje spędzenia wolnego czasu, takie jak na przykład: wycieczka na Hawaje, rejs po Nilu czy zimowisko w Gołdapi, aby podjąć pracę wychowawcy „Zimy
w mieście 2006”. Tym razem wiedziałam już mniej więcej czego mogę oczekiwać.
Dlatego przez pierwszy
tydzień wypoczywałam, uprawiałam medytację, regenerowałam siły, wysypiałam się i spożywałam preparaty
energetyzujące, aby podołać obowiązkom i sprostać wymaganiom. Jak zwykle zaplanowano rozliczne atrakcje, ja jednak najbardziej cieszyłam się na myśl o rajdzie na orientację, który w ubiegłym roku dostarczył wszystkim uczestnikom, w tym także mnie, wielu niezapomnianych wrażeń ( tym, którzy nie pamiętają, przypomnę: szaleńcza jazda odkrytym Jeepem po wertepach Aleksandrowa, podczas której mojej towarzyszce niedoli, pani Logińskiej spadła na głowę tona śniegu, zaś u mnie pęd mroźnego powietrza wywołał bolesne zapalenie okostnej; samotne godziny spędzone w środku Stumilowego Lasu w towarzystwie własnoręcznie ulepionego bałwana; zagubieni uczestnicy rajdu, którzy pobłądziwszy nie dotarli do mety itd.). Niestety, w tym roku w drugim tygodniu ferii rajd nie doszedł do skutku, a to z powodu trzydziestostopniowych mrozów, które przywiało do nas znad Skandynawii. Ha, mówi się trudno! Trzeba było zadowolić się innymi
formami rozrywki.
Wybór nie był łatwy, bo trudno wybierać, gdy możliwości jest zbyt wiele. W końcu, jako
miłośniczka sportów zimowych postawiłam na łyżwiarstwo figuroweipięciobójnowoczesny na śniegu. Aż dwukrotnie byłam z naszą wspaniałą młodzieżą w Promenadzie, gdzie na niewielkim, ale malowniczym lodowisku usiłowałam sobie przypomnieć na czym polega jazda w przód ( to jeszcze pół biedy) i ( co gorsza) jazda do tyłu. Odniosłam wrażenie , iż w latach mojej młodości lód był chyba mniej śliski, a grawitacja działała z mniejszą siłą. O piruetach i skokach, zwłaszcza podwójnych, mogę w tym sezonie raczej
zapomnieć. Z zazdrością popatrywałam na niektórych naszych uczestników, którzy wyglądali i zachowywali się tak, jakby się w łyżwach urodzili! Wśród naszej starszyzny również znaleźliby się mistrzowie na miarę Olimpiady w Turynie, jak chociażby pani Sylwia Kwasiborska, która z wdziękiem wyczyniała różne sztuczki na lodzie. Pięciobój nowoczesny na śniegu to dla niewtajemniczonych: 1. Bieg za autobusem (niestety, jak się okazało nie był to ten właściwy autobus, więc czym prędzej trzeba było z niego wyskoczyć); 2. Jazda saniami zaprzężonymi w dość pokaźnych rozmiarów kuce, zwana kuligiem; 3. Jazda konna, która w moim przypadku składała się z: a/ wsiadania na konia, b/ jazdy właściwej i c/ zsiadania ( niektórzy zsiadanie zastępowali spadaniem kontrolowanym) 4. Pieczenie kiełbasy na grillu 5. Zjadanie kiełbasy. Wszystko to w uroczej scenerii leśnej i przy przepięknej, choć mroźnej pogodzie. Kto nie był, niech żałuje.
Ale przecież nie samym sportem człowiek żyje. Przyszedł więc czas, aby nasycić drzemiącego w zdrowym ciele, żądnego wzruszeń zdrowego ducha. I tak, pewnego mroźnego wieczoru dwudziestokilkuosobowa, prężna grupa miłośników teatru wybrała się ze mną do offowegoteatru Stara Prochoffnianaspektakl,składający się z dwóch jednoaktówek: „Zaliczenie” Krzysztofa Zanussiego i „Lekcja” Ionesco. Jest to przezabawne przedstawienie Teatru Konsekwentnego o tematyce szkolnej, sprowadzające do absurdu różne sytuacje związane z procesem przyswajania i egzekwowania wiedzy, a grane z powodzeniem i przy wypełnionej widowni już od ładnych kilku lat. Nawiasem mówiąc widziałam ten spektakl już po raz trzeci, a odbierałam go nie mniej entuzjastycznie niż pierwszy raz. Chociaż nie jestem pewna, czy cała publiczność podzielała mój zachwyt, koło mnie bowiem siedział pan, którego dopiero burzliwe oklaski wyrwały z głębokiego snu. Po spektaklu nasi młodzi teatromani udali się za kulisy i zebrali do kroniki autografy aktorów wraz z wpisem: „25 buziaków dla 25 Liceum”.
Pośród innych atrakcji tego sezonu „Zimy w mieście” znalazły się również liczne wyjścia do kina, wypady na bilard, gokartowe szaleństwo, kulig za traktorem, ekscesy na ściance wspinaczkowej i wiele innych. Ale o tym
już niech kto inny opowie...
|
|